Kolejny zbiorek z przygodami czarodziejek trafił w moje ręce. Dziewiętnasty tom był przyjemny, ale nie zaskoczył niczym nowym. W dwudziestym albumie spodziewałam się czegoś podobnego i miałam rację. Trochę magii, trochę prozy życia, a wszystko to w trudnym okresie dorastania, kiedy hormony płatają figle. Nie ma jednak tego złego, czego nie dałoby się przeżyć z przyjaciółkami.
Pierwsze dwie historie otwierające tom skupiają się kolejno na Cornelii i Hay Lin. Ta pierwsza postanawia zmienić swoje życie i podejmuje kilka trudnych do zrealizowania postanowień. Kto nigdy nie chciał „od jutra” przejść na dietę i zacząć biegać, niech pierwszy rzuci kamieniem. Bohaterka podchodzi do zadania bardzo ambitnie i rzeczywiście stara się coś zmienić. Z kolei Hay Lin poznaje chłopaka, z którym ma nadzieję rozpocząć relację. Na szczęście wybranek również zdaje się zainteresowany, więc pozostaje trzymać kciuki za tę dwójkę.
A co tam w świecie czarów?
W Heatherfield pojawiają się nowe, ewidentnie spokrewnione ze sobą, przeciwniczki – Lady Giga i Lady Crush. Pierwsza z sióstr włada elektrycznością i chętnie skonsumuje energię magiczną dziewczyn. Jest do bólu generycznym przeciwnikiem, o którym zapomnicie po pięciu minutach. Nie to, co Lady Crush! Ona jest tak absurdalnie dziwna, że do teraz zastanawiam się, czy autor nie był w pełni wypalenia zawodowego, podczas którego trudno było mu wpaść na sensowny pomysł. Ta przeciwniczka zamienia się w auto, pije benzynę z dystrybutora na stacji i oczywiście kontroluje wszystkie samochody w mieście. Bardzo dziwaczny pomysł, zwłaszcza że wpleciono w niego… magiczne auto. Mam nadzieję już nigdy nie zobaczyć Lady Crush na kartach komiksu.
Kolejny raz miłosne i życiowe perypetie dziewczyn wypadają dużo lepiej, niż ich magiczne zmagania. Irma niemogąca dogadać się z tatą, czy zakochana Hay Lin przeżywają dość uniwersalne doświadczenia życiowe, które łatwo zrozumieć. Wątki są pisane przyjemnie i autentycznie – bardzo szybko przerzucałam kolejne strony. Kiedy jednak pojawiła się Lady Crush i zaczęła z ludzkiej sylwetki przeistaczać się w auto? Trudno traktować coś takiego poważnie. Niestety ta nawiedzona rodzina złoczyńców może do nas wrócić, bo sióstr jest więcej niż te dwie.
Witch tom 20 to kolejny już przeciętny album. Wyraźnie czuć, że jesteśmy już blisko finału serii i kończą się pomysły. Spodziewam się, że jeszcze z dwa tomy i zakończymy przygodę z Witch. Wciąż mam nadzieję, że pojawi się jakaś dłuższa historia na pożegnanie z czarodziejkami. Na razie jednak pozostają nam fajne wątki rodzinno-uczuciowe i mniej ciekawe walki. Zobaczymy, co przyniesie nam następnym tom.
Witch tom 20
Scenarzysta: Bruno Enna, Alessandro Ferrari, Augusto Macchetto, Teresa Radice
Ilustrator: Paolo Campinoti, Antonello Dalena, Lucio Leoni, Giada Perissinotto, Alberto Zanon
Tłumacz: Joanna Szabunio
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 280
Oprawa:Twarda
Druk: kolor
Cena okładkowa: 109,99 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

