Venom Czerń, Biel i Krew

Spider-Man dostał swoją trójkolorową wersję komiksu, ale aby wszystko się zgadzało, to musiał być w niej w czarnym stroju. Kostium ten od początku był wyjątkowy, bo znacząco podkręcił umiejętności fizyczne Pajączka. Niestety w parze z siłą i sprawnością przybyła także zmiana osobowości superbohatera, co doprowadziło do całkowitego oddzielenia Pitera od kostiumu. Ten fatałaszek nie miał jednak w planach wisieć w szafie i po połączeniu z nowym gospodarzem, poznaliśmy go jako Venoma.

Venom Czerń, Biel i Krew okładkaSpider-Man był brutalny, kiedy nosił się na czarno, ale nie mordował ludzi, którzy z nim zadarli. Tymczasem Venom nie ma takich ograniczeń moralnych, więc spodziewałam się, że ten album będzie bardziej krwawy, niż poprzedni i miałam rację. Scenarzyści jednak w większości nie pokazywali złoczyńcy, jako szalonego mordercy, a raczej kogoś, kto wymierza sprawiedliwość. W otwierającej album historii Venom poluje na naukowca, który dopuścił się strasznych rzeczy na wielu niewinnych ludziach. Nie mamy to do czynienia z ofiarą szalonego symbionta, a raczej zemstą wydaną w imieniu tych, którzy nie mogli się o nią upomnieć.

Nie tylko Eddie Brock

Chociaż to właśnie ten bohater przewija się przez większość opowieści, to jednak nie jest jedynym nosicielem kosmicznego bytu. Jedna z opowieści mówi o Flashu Thompsonie, który działał pod pseudonimem Agent Venom. W tym komiksie główny bohater musi zastanowić się nad swoimi priorytetami: czy powinien ścigać złoczyńcę, czy może ratować ludzkie życie. Pozna nim wpada na chwilę Spider-Man z innej Ziemii (którego potencjał niestety zmarnowano), czy wariacja na temat samuraja. Zaskoczyło mnie to, bo spodziewałam się tylko „klasycznej” wersji złoczyńcy.

Jak w każdym zbiorku i w tym historie miały różny poziom. Najmniej podobała mi się opowieść o Brocku, jako podwójnym agencie ukrywającym Venoma. Była bardzo chaotyczna i trudno było mi zrozumieć, o czym w ogóle czytam. Najbardziej za to wciągnęła mnie historia, w której tytułowy bohater wymierza sprawiedliwość w imieniu chłopca, który zginął z czystej głupoty swoich rówieśników. Zakończenie w ciekawy sposób poddaje pod wątpliwość wszystko, czego się dowiedzieliśmy.

Venom Czerń, Biel i Krew przykładowa strona

Venom Czerń, Biel i Krew to poprawny tom cyklu, ale nie zostawił mnie ze szczęką na podłodze. Spider-Man wypadł dużo lepiej i zdecydowanie mocniej zapadł mi w pamięć. W tym tomie scenarzyści mogli pozwolić sobie na więcej z brutalnym i nieprzewidywalnym symbiontem, a wypadło raczej przeciętnie. W kilku wątkach pojawił się nawet Carnage, który mógłby zwiastować karuzelę przemocy, ale to także się nie wydarzyło (poza jedną historią, w której zupełnie nie było fabuły, a jedynie walka między dwoma symbiontami).

Venom Czerń, Biel i Krew

Scenarzysta: David Michelinie, Ryan North, J.m. Dematteis, Erik Larsen, Karla Pacheco, Tom Waltz, David Dastmalchian, Carl Potts, Takashi Okazaki, Al Ewing, Rich Douek, Chris Bachalo.
>Ilustrator: Jonas Scharf, Creees Lee, Dave Wachter, Erik Larsen, Pere Pérez, Brian Level, Philip Tan, Damian Couceiro. Takashi Okazaki, Kei Zama, Robert Gill, Chris Bachalo.
>Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Format: 180×275 mm.
Liczba stron: 152
Oprawa: Twarda
Druk: cz.-b. + czerwony
Papier: kredowy
Cena okładkowa: 85,00 zł.

Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)