Życie Dylana zostało obrócone o 180 stopni. Nastolatek nigdy nie był „łatwy” w interakcji z innymi, ale śmierć ojca całkowicie odmieniła jego codzienność. Nawet jeżeli nigdy nie był blisko ze swoim staruszkiem, to dostał od niego strój bohatera i supermoce, a coś takiego nie wpisuje się w rutynę zwykłego życia. W pierwszym albumie chłopak musiał przetrawić wiele informacji o swoich rodzicach. Teraz przyszedł czas, aby skupić się bardziej na byciu herosem.
W pierwszej opowieści Rogue Sun trafia do pętli czasowej, a my wraz z nim, bo zeszyt otwierający tom jest opowieścią paragrafową. Podejmujemy decyzje i to one kształtują rozwój fabuły. Szybko jednak okazuje się, że wybór jest iluzoryczny, a my po prostu kręcimy się w kółko. Przerwanie pętli w zależy od czytelnika i jest satysfakcjonujące: znana forma opowieści paragrafowej jest zmodyfikowana i tym samym zaskakuje. Nawet jeżeli główny złoczyńca nie jest wybitny i trudno powiedzieć, o co mu chodziło. Zastanawiam się, czy jeszcze powróci, czy tylko scenarzysta chciał pobawić się formą, więc stworzył mało istotną postać poboczną.
Dylan uczy się w tempie olimpijskim (o ile ślimaki startowałyby na Olimpiadzie)
Główny bohater jest po prostu irytujący. Wydaje mu się, że ze wszystkim świetnie sam sobie poradzi, a nadal nie w pełni kontrolując swoje moce. Trudno jest mi powiedzieć, co leży u podstaw jego pewności siebie, bo z pewnością nie to, co widzę na kartach komiksu. Bohater świetnie radzi sobie z oprychami mającymi ograniczone umiejętności, ale gdy na planszy pojawi się nowy gracz obdarzony mocami? Zero szans. Jakiekolwiek myślenie strategiczne, czy technika walki nie występują w głowie Dylana. Miałam nadzieję, że historia skupi się mocniej na treningu herosa, ale ten niestety ledwo się zaczął. Chciałabym za coś polubić głównego bohatera i liczę na rozwój tej postaci.
W tym tomie dowiadujemy się, kto stoi za powstaniem większości superzłoczyńców i obdarzeniem ich mocami. Postać nadal jest tajemnicza, ale wiemy, czego chce od świata Dylana i czego potrzebuje, aby to osiągnąć. Do tego poznajemy jednego z dużo starszych wersji Rough Suna. W ciekawy sposób buduje to świat, pokazując, jak długo trwa walka dobra ze złem i jak wiele Dylan jeszcze musi odkryć.
Rogue Sun tom 2 to przyjemna lektura, która ma potencjał stania się czymś lepszym. Same nawalanki i wymyślani złoczyńcy wystarczą, aby bawić się dobrze. Uważam jednak, że może być jeszcze lepiej! Z jednej strony mamy ciekawy świat z długą historią: lore takiego miejsca może być ciekawy, o ile znajdzie się miejsce na przedstawienie go. No i jest jeszcze Dylan, który na razie nie wzbudza żadnych pozytywnych emocji. Gdy jego „podróż bohatera” zacznie dawać efekty, to wierze, że w końcu zacznę mu kibicować.
Sprawdź recenzję trzeciego tomu Rogue Suna >>>>
Rogue Sun tom 2 – Hellbent
Scenariusz: Ryan Parrott
Rysnki: Abel, Marco Renna, Zé Carlos
Tłumaczenie: Anna Sznajder
Liczba stron: 160
Format: 170 × 260 mm
Oprawa: miękka
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

