Red Hood Outlaws tom 5

Finałowy tomik Red Hood Outlaws w końcu wpadł mi w ręce. Czytając czwarty tom, uznałam, że seria podoba mi się, chociaż zupełnie nie rozumiem przemiany głównego bohatera. Muszę zaakceptować, że rzeczy po prostu się tu dzieją. Jest tragicznie, ale pięć minut później aktywuje się moc przyjaźni i już nie jest tak najgorzej. Tak działa ten tytuł. A jak wygląda ostatnia prosta tej historii?

Red Hood Outlaws tom 5 okładkaEkipa Outlaws robi sobie krótkie wakacje od swojego towarzystwa i zespół się rozdziela. Najpoważniej do urlopu podeszła Artemida, bo trafiła do kurortu, gdzie zmęczone superbohaterki mogą w końcu odpocząć. Ileż można wymachiwać mieczem? Czasami kobieta musi upiec blachę ciasteczek, czy zrobić coś na szydełku. Piękne miejsce, gdzie można opuścić gardę i razem z innymi heroskami poplotkować przy kominku. Oczywiście nic nie jest aż tak piękne bez żadnego haczyka. Artemida przekona się, że raju nie można opuszczać i komuś zależy, aby w nim pozostała.

Chłopaki na ratunek!

Jason i Bizarro oczywiście będą chcieli znaleźć swoją koleżankę i upewnić się, że wszystko u niej dobrze. Niestety amazonka nie podzieliła się adresem kurortu, w jakim odpoczywa. Wobec tego Red Hood zacznie śledztwo, które ma tyle wspólnego z detektywistyczną robotą, co ja mam z profesjonalnym baletem. Protagonista wpada na losowe wskazówki, a te prowadzą go jak po sznurku do ukochanej kobiety. Jest to o tyle przykre, że scenarzysta miał miejsce w komiksie, które jednak postanowił zapełnić scenami walki. Starcia te są przeciągnięte, niewiele wnoszą i nie mamy miejsca na fabułę.

Kiedy poprzednie albumy zostawiały mnie w dużej konsternacji, tak ten jest najsłabszym z całej serii. Walka zajmuje większość tomu i jak już wspomniałam: nie jest zajmująca. Miałam wrażenie, że postaci wiedzą, że za rogiem czeka ich szczęśliwe zakończenie i muszą się tylko do niego dobić. Na ostatnich stronach poznajemy szalony sekret Artemidy, który spowodował u mnie uniesienie brwi i googlowanie, czy faktycznie to, co pokazuje nam autor, kiedykolwiek było w kanonie. No i spodziewałam się, że coś „mrocznego” i „strasznego” faktycznie takie będzie.

Red Hood Outlaws tom 5 to kiepskie zakończenie historii, która miała dobre momenty. Najrówniej trzymał się wątek Bizarro, którego tu po prostu nie ma. Jakby scenarzysta nie wiedział, jak zakończyć tak smutną opowieść o wyrzutku, więc uznał, że ją zupełnie zignoruje. Trudno jest mi oceniać całość, kiedy finisz mnie rozczarował. Poprzednie dziwne decyzje pomieszane były z dobrymi, świeżymi pomysłami i tego niestety zabrakło. Mam nadzieję, że jeszcze ukaże się u nas komiks o Red Hoodzie, który będzie lepszy od tego.

Red Hood Outlaws tom 5

Scenarzysta: Patrick R. Young
Ilustrator: Nico Bascuñán
Tłumacz: Paulina Walenia
Format: 150×230 mm
Liczba stron: 204
Oprawa: Miękka
Druk: kolor
Cena okładkowa: 59,99 zł

Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)