Wszechzima

Pod koniec ubiegłego roku recenzowałam ciekawą historię, w której całe uniwersum DC było postawione na głowie. Fabuła rozgrywała się w średniowieczu, a wiele postaci zmieniło zakres swoich mocy, czy nawet biologicznych rodziców. Była to szalona, ale bardzo wciągająca przygoda, w której nie zabrakło szalonych zwrotów akcji. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam w zapowiedziach Egmontu kontynuację tego uniwersum.

Wszechzima okładkaAkcja tomu dzieje się kilka miesięcy po poprzednim albumie, ale w zupełnie innym miejscu. Jarnlund przypomina królestwo wikingów, ale nienaturalnie skute lodem. To znaczy: bardziej, niż normalnie spodziewalibyśmy się po tej stronie Europy. Ziemie te bowiem dotknęła klątwa wiecznej zimy, która uprzykrza wszystkim życie już ponad dwie dekady. Jedynym sposobem na rozwój i ekspansję jest agresja i zagrabianie nowych terenów. Tak właśnie Vandal Savage zyskuje na sile, a wspiera go jeden z najlepszych najemników: Slade.

Coś się zmieniło w sercu potwora

Deathstroke zaczął „pracować” jedynie dla pieniędzy, a nie z przyjemności, jak lata wcześniej. Zlecenia nie cieszą, bo mężczyzna przeżył swój personalny dramat, o którym nie chce rozmawiać. Wypełnia swój czas i sakiewkę służąc potworowi, aby nie myśleć o własnym sumieniu. Coś jednak idzie zupełnie nie tak podczas rutynowego zadania schwytania potwora. Slade zostaje zamieszany w coś, co go przerasta, ale także daje szansę na odkupienie win. Czy najemnik może zostać bohaterem i uratować mroźną krainę?

 Klimat komiksu zazwyczaj buduje fabuła i oczywiście warstwa graficzna. Rysunki nie mogą zrekompensować kiepskiej historii, ale potrafią podkreślić jej wyjątkowość. W tym wypadku nie wyróżniają się niczym szczególnym: wyglądają dobrze, spełniają swoje zadania, ale nie zwróciły mojej uwagi. Co innego kolory. Jarnlund jest zimny i szary, a inne kolory mają istotne znaczenie fabularne. Nie spodziewałam się ich pojawienia i zrobiły na mnie duże wrażenie. Nie pamiętam innej historii, w której same barwy byłyby splecione z historią. Ciekawy i fajny zabieg.

Wszechzima przykładowa strona

Wszechzima to przyjemny album, chociaż ma swoje problemy. Niektóre postaci pojawiają się dosłownie znikąd, aby napędzić fabułę. Historia ma sens, ale czasami scenarzysta pędzi za szybko: zupełnie, jakby musiał zmieścić opowieść w zbyt małej ilości zeszytów. Podobał mi się wybór głównego bohatera, bo Slade jest ciekawą postacią. Pomimo wykonywanego „zawodu” zależy mu na jego dzieciach, nawet jeśli nie potrafi tego okazać. Deathstroke jest bardziej skomplikowany, niż ukazuje to większość komiksów, a tutaj dobrze to widać. Do tego tom zawiera drugą ciekawą historię, gdzie poznamy małżeństwo Kentów. Ze zmienioną historią Supermana są oni całkowicie od niego oddzieleni, ale mimo to spełniają podobną rolę w opowieści. Mam nadzieję, że jeszcze coś z tej serii zobaczymy.

Mroczni Rycerze ze Stali – Wszechzima

Scenarzysta: Jay Kristoff, Tom Taylor
Ilustrator: Tirso, Riccardo Federici
Tłumacz: Marek Starosta
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 224
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy
Cena okładkowa: 99,99 zł

Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)