Liga Sprawiedliwości Bez granic tom 1

Jeżeli Alfa i Omega zrobiła coś dobrze, to zapoczątkowała Ligę Sprawiedliwości Bez Granic. Wszyscy bohaterowie z całego świata otrzymali zaproszenie do tej nowej organizacji. Satelita krążący po ziemskiej orbicie musiał zostać powiększony, aby pomieścić taką grupę ludzi. Skoordynowanie ich wszystkich nie może być prostym zadaniem, ale jeśli się ono powiedzie, to drużyna może być najbardziej produktywną w historii!

Do siedziby Ligii wchodzimy z jej najnowszym nabytkiem: Air Wavem. Bohater jest młodym chłopakiem, który dopiero stawia swoje pierwsze kroki w superbohaterskiej karierze. Miejsce, w którym się znalazł, przytłacza ilością herosów i tempem, z jakim rzucają się oni do walki. Nie tylko bohater jest tym oszołomiony, bo czytelnikowi też trudno nadążyć za dynamika akcji. Fabuła balansuje niebezpiecznie pomiędzy totalnym chaosem a okiełznaną szybką fabułą. Po przeczytaniu całości miałam jednak wrażenie, że Waid panował nad historią, chociaż momentami gnała ona za szybko. Jeżeli poczujecie się zgubieni, to zupełnie naturalne.

A z czym walczy Liga?

Oczywiście po śmierci Darseida szybko pojawia się nowe globalne zagrożenie, którym w tym przypadku jest grupa Inferno. Ich działania zdają się nie mieć większego celu, poza wywołaniem globalnego chaosu. Nie napadają na banki, tylko chcą doszczętnie spalić puszczę Amazońską. Nie są typowym przeciwnikiem, opowiadającym, o co mu chodzi. Liga nie ma pojęcia, co próbują osiągnąć, a przez to trudno przewidzieć ich kolejne kroki. Nawet tak potężna grupa herosów, jak ta zgromadzona na orbicie będzie miała duży problem z okiełznaniem skutków działań Inferno. Dodatkowo otwierając swoje drzwi na tyle nowych osób, mogą wpuścić do domu szpiega.

Rysunkowo album prezentuje się bardzo dobrze, bo został narysowany przez Dana Morę. Lubię jego kreskę, która świetnie potrafi uchwycić dynamikę superbohatelskich walk. Pisałam już, że fabuła momentami wygląda chaotycznie, a rysunki tylko podbijają to uczucie. Na planszach wiele się dzieje, a mimo to ich kolejność nie budzi wątpliwości. Spokojniejsze sceny rozmów wypadają równie dobrze, bo Mora potrafi oddać emocje targające protagonistami. Dzięki temu nawet wewnętrzny monolog w pustej kabinie nabiera głębi i wypada dramatycznie.

Liga Sprawiedliwości Bez granic tom 1 wypada dobrze i wzbudza apetyt na więcej. To, czego mi zabrakło to pomniejsze interakcje między bohaterami. Największym zmarnowanym potencjałem było wysłanie w jedno miejsce Constanine’a i Teffe Holland. Ich połączenie rodzinne jest co najmniej dziwne, a para zamienia zaledwie jedno zdanie. Jestem bardzo ciekawa, co Waid jeszcze dla nas wymyśli, bo mężczyzna potrafi pisać świetne historie. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie, będzie więcej miejsca na wzięcie oddechu i bardziej „kumpelskie” relacje.

Liga Sprawiedliwości Bez granic tom 1 – Ku Infernu

Scenarzysta: Mark Waid
Ilustrator: Dan Mora
Tłumacz: Marek Starosta
Liczba stron: 132
Wymiary: 16.7×25.5cm
Język: polski
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 59,99 zł

Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)