Flash to jest ten miły superbohater, o którym zazwyczaj powstają spokojniejsze historie. Mało kto decyduje się, aby wrzucić w jego opowieść niepotrzebne dramaty, czy śmierci bliskich osób. Myślę, że bat-rodzina może mu tego pozazdrościć. W tym miesiącu do sprzedaży trafiła nowa seria, która wyszła spod pióra Simona Spurriera. Pamiętam, że jego Constantine był jednym z najlepszych serii z inprintu Sandman Uniwersum. Zaintrygowana siadłam do lektury.
Moc prędkości jest tajemniczą siłą, która napędza wszystkich sprinterów: to dzięki niej Flash i jego przyjaciele mogą być superbohaterami. Tym razem jednak dzieje się z nią coś dziwnego, a Wally jest w samym środku całego zamieszania, jako najszybszy ze wszystkich. Odblokowuje zupełnie nowe moce i może odwiedzać inne warstwy rzeczywistości. Każda kolejna jest bardziej niepokojąca od poprzedniej. Do tego Grodd wie coś o nowych niebezpiecznych siłach i sam usiłuje wywołać chaos. Flash będzie miał ręce pełne roboty!
Dziwne odkrycia i (pseudo)nauka
Jeżeli kiedyś wiedzieliście lub czytaliście cokolwiek, co stało koło science fiction, to pewnie kojarzycie naukowe rozmowy, z których nic nie rozumieliście? O hiperprzestrzeni, budowie silników, czy innym biologicznym incydencie? Zazwyczaj buduje to wrażenie, że dzieje się coś ważnego, a miejscowy naukowiec/biolog/jajogłowy ma na ten temat coś do powiedzenia. No to w tym wydaniu Flasha dostaniecie tego bardzo dużo. Mam wrażenie, że co chwila ktoś wyskakuje z jakimś nowym „fantastycznym” wyjaśnieniem, czy pomysłem co się dzieje. Jest sam Wally, jest Mr Terrific czy trójka naukowców kłócąca się o naturę dziwnej anomalii. Trudno było mi przez to zrozumieć, co się dzieje, bo nie odróżniam, kiedy jest to tylko pseudonaukowy bełkot, a kiedy faktycznie dzieje się coś, co powinnam zrozumieć. Mam nadzieję, że kontynuacja trochę przystopuje, albo lepiej rozróżni te 2 rodzaje informacji.
Najciekawszym wątkiem w albumie był ten związany z żoną i dziećmi głównego bohatera. Linda do niedawna mogła wraz z ukochanym biegać między kontynentami, ale to zmieniło się po urodzeniu dziecka. Cały świat zwolnił dla kobiety, a jej brakuje dreszczyku emocji. Tymczasem Jai także przejawia nowe zdolności, ale nie ma nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać. Chłopak czuje, że zawodzi swojego tatę i nigdy nie da rady sprostać jego oczekiwaniom. Niestety Wally nie widzi tego wszystkiego przez nawał własnych problemów.
Dziwny atraktor to (jak nazwa wskazuje) album dziwny i nierówny. Są fajne obyczajowe momenty i interesujący konflikt z Barrym, który zachowuje się nietypowo. Niestety opowieść o czasie, który się zatrzymuje albo „wycieka” nie pomagają w zrozumieniu, o co w tym wszystkim chodzi. Pozycja dla tych, którzy lubią science fiction.
Przeczytaj recenzję tomu drugiego Flasha >>>>
Flash tom 1 – Dziwny atraktor
Scenarzysta: Simon Spurrier
Ilustrator: Mike Deodato Jr. i Trish Mulvihill
Tłumacz: Paulina Walenia
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 204
Wymiary: 16.7×25.5cm
Cena okładkowa: 79,99 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

