Recenzując poprzedni album Czarnego Młota miałam poczucie, że jest on mało satysfakcjonującym pożegnaniem z Lucy. Kobieta była bardzo interesującą postacią, więc przyjęłam to z dużym smutkiem. Na szczęście na okładce ósmego tomu postać ta stoi dumnie na pierwszym planie. Dało mi to nadzieję, że jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Czy faktycznie tak było? Zapraszam do recenzji!
Cały wszechświat jest zagrożony: różne wersje Ziemi mają podzielić ten sam niewesoły los. Planety są niszczone z brutalną siłą Antyboga, której trudno będzie się przeciwstawić. Oczywiście dzielni bohaterowie spróbują i zaczną od zebrania drużyny. Postaci z całego Parawersum pozbierane do kupy mogą mieć cień szansy, aby ocalić to, co jeszcze zostało do ocalenia. Tylko że cały czas brakuje wśród nich największego z herosów: Czarnego Młota. Bez niego cała ryzykowna akcja zakrawa na misję samobójczą. Jak już wiemy, ktoś morduje wszystkie wersje tego herosa, więc znalezienie żywego będzie nie lada wyzwaniem. A może wcale nie aż tak trudnym? Przecież jest jeszcze Lucy!
Rodzina powiększa się!
Lucy razem z mężem i dwójką dzieci pojawiła się na farmie. Mieszkańcy tego miejsca pogodzili się już ze swoim losem i odnaleźli dom w tym dawnym więzieniu. Każdy ruszył ze swoim życiem i jest szczęśliwy: nawet Gail, która zapomniała ile ma lat i wiedzie radosny żywot dziesięciolatki. Pojawienie się Czarnego Młota może zagrozić tej sielance, zwłaszcza że Lucy nie chce opowiadać, co takiego dzieje się w domu. Kobieta sądzi, że na farmie jej dzieci będą bezpieczne i nie zdaje sobie sprawy, że niebezpieczeństwo podąża za nią. Jej decyzja jest krytycznie oceniana przez wszystkich dookoła: superbohaterowie nie wspierają ucieczki z pola walki, a córka bohaterki chce wrócić do swojego domu. Bohaterka po raz kolejny będzie zmuszona chwycić młot i spróbować uratować świat.
Czarny Młot tom 8 ma podtytuł sugerujący zamknięcie tej długiej historii. Bohaterowie z całego Parawersum jednoczą się, aby pokonać Antyboga. Wszyscy, których widzieliśmy na kartach tej serii, staną ramię w ramię, aby pokonać niemożliwego do pokonania przeciwnika. Nawiązania do Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach są bardzo oczywiste — w komiksie mamy wersję tego wydarzenia w zupełnie innym uniwersum. To zakończenie „kryzysu” jest także nowym początkiem, bo zupełnie nowy świat wyłania się na samym końcu. Tak właśnie działają komiksy, więc spodziewam się, że jeszcze coś nowego może się ukazać z „Czarnym Młotem” w tytule.
Oceniając całość z perspektywy ostatniego tomu, muszę powiedzieć, że była to przyjemna, choć nierówna przygoda. W niektórych tomach prawie nic się nie działo, kiedy w innych fabuła leciała na łeb na szyję. Całościowo jednak była to fajna przygoda: myślę, że wiele by zyskała, gdyby kolejne tomy ukazywały się szybciej. W przerwach między nimi łatwo było zapomnieć o niuansach świata — mogę tylko zazdrościć tym, którzy teraz dopiero siadają do lektury całości.
Czarny Młot tom 8 – Koniec
Ilustrator Malachi Ward
Scenarzysta Jeff Lemire
Tłumacz Tomasz Sidorkiewicz
Liczba stron 176
Wymiary 17.0×26.0cm
Oprawa miękka
Cena okładkowa: 59,99 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

