Dziki Zachód kojarzy mi się przede wszystkim ze strzelaninami i polowaniem na oprychów, za których głowy można zainkasować niemałą sumę pieniędzy. Kobiety w takim układzie muszą posługiwać się sprytem albo posłusznie siedzieć w domu z dziećmi. A jeśli mowa o latoroślach, to są gdzieś pomiędzy kobietami a żywym inwentarzem. Na pewno nie można nazwać ich pełnoprawnymi postaciami, a co najwyżej uroczymi urwisami podającymi naboje dzielnym kowbojom. Co, jednak gdyby właśnie dzieci były głównymi bohaterami westernu?
Trójka braci wiedzie dobre życie. Ich mama opiekuje się całym domostwem, a ojciec jest szanowanym kaznodzieją. Na loterii życia można wylosować dużo gorsze położenie. Wszystko jednak zmienia się, gdy dom odwiedzają nieznajomi mężczyźni. Ojciec traci życie, a matka zostaje zabrana przez intruzów. W takiej sytuacji chłopcy mogą zrobić tylko jedno: wyruszyć na szlak, żeby odnaleźć to, co zostało z ich rodziny i pomścić niesprawiedliwą śmierć.
Trudy życia w trasie
Co może czekać osierocone dzieci na Dzikim Zachodzie? Nic dobrego. Chłopcy wychowywani przez religijnego ojca od małego przyswajali nauki o nadstawieniu drugiego policzka. Żeby przetrwać, muszą zapomnieć wszystko, co wpoił im pastor. Na szlaku czyhają złodzieje, bandyci czy głodne zwierzęta. Zaufanie komuś kończy się bolesną lekcją i utratą niewielkiego dobytku. Szanse na przeżycie maleją i zależą tylko od dobrej woli napotkanych osób. Które z nich chcą faktycznie pomóc, a które tylko czyhają na łup?
Na pewno znacie kreskę Eduarda Risso. Artysta ten ma wyraźny styl pasujący do mrocznych i krwawych historii. Za ten album zgarnął w 2025 roku nagrodę Eisnera, więc czym wyróżnia się on na tle innych jego prac? Pięknym malowaniem! Cały album jest w akwarelach, a każdy kadr to małe dzieło sztuki. Dobór kolorystyczny zachwyca: od żółci pustyni, poprzez czerwień stosu pogrzebowego, na filetach nocy kończąc. Nie pamiętam innego komiksu rysowanego przez Risso, który nie byłby zalany czarnym tuszem. Mam nadzieję, że jeszcze zobaczymy jakiś jego komiks w podobnej szacie graficznej.
Więzy matczynej krwi to opowieść o trudnej podróży trójki dzieci, które nie były na nią gotowe. Western osadzony jest w realnym świecie i nie sili się na udawane szczęśliwe zakończenie. Chłopcy nie zostają mistrzami rewolweru, czy innymi nadludzko sprawnymi tropicielami. Oni ledwie rozumieją, co usiłują osiągnąć u kresu swojej wyprawy. Dla mnie komiks był zbyt depresyjny, zwłaszcza jeśli chodzi o postać matki chłopaków. Dość powiedzieć, że nie była ona bierną uprowadzoną kobietą. Jeżeli jednak lubicie opowieści z Dzikiego Zachodu, które są do bólu realistyczne, to powinniście dać szansę tej pozycji.
Więzy matczynej krwi
Scenarzysta: Brian Azzarello
Ilustrator: Eduardo Risso
Tłumacz: Robert Lipski
Format 215 mm × 276 mm.
Liczba stron: 224
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Cena okładkowa: 139,00 zł.
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

