Superman i Lobo: czy można prosić o mniej oczywiste połączenie? Ta dwójka kosmitów jest jednymi z ostatnich przedstawicieli swojej rasy i na tym podobieństwa między nimi się kończą. Mężczyzna ze Stali wykorzystuje swoje zdolności, aby troszczyć się o mieszkańców Ziemi i chronić ich przed zagrożeniami. Lobo z kolei… prowadzi bardziej hedonistyczny tryb życia wypełniony burdami, alkoholem i kosmicznymi delfinami. Ich pojedynek może być ciekawy, bo oto dwie niepowstrzymane siły sprawdzą, która z nich jest potężniejsza.
Wszystko zaczyna się niepozornie (przynajmniej jeśli rozmawiamy o Supermanie). Dostaje on informację, że stacja kosmiczna ma problemy i niedługo zniesie ją za blisko grawitacji Jowisza. Dla bohatera nie liczy się, co spowodowało tę anomalię, bo przecież poradzi sobie ze wszystkim. Rutynowa misja w kosmosie i można powrócić do żywota reportera. Szkoda, że tym razem nie będzie tak łatwo, bo kolejne wołanie o pomoc przychodzi z oddalonej o kilkanaście lat świetlnych planety.
Ważniak na wakacjach
Właśnie w tym miejscu Lobo odpoczywa od mordowania i kolejnych zleceń. Spotkanie obu panów nie przebiega dobrze, ale to Superman zostaje pozytywnie przyjęty przez opinię publiczną. Taka zniewaga nie może ujść płazem! Lobo postanawia udowodnić, kto jest lepszy i odwiedzi Ziemię. Co ciekawe wcale nie zacznie od pojedynku na pięści, ale posunie się do bardziej wysublimowanych działań. Było to ciekawe przełamanie konwencji, bo spodziewałam się, że cały album będzie czystą nawalanką. Tymczasem bohaterowie mogą poznać swoją perspektywę i nawet dojść do jakiegoś porozumienia. Ich relacja jest dziwna, ale Superman dąży do pokojowego załatwiania spraw i cieszę się, że komiks o tym nie zapomniał.
Za rysunki w albumie odpowiedzialna była Mirka Andolfo, której styl lubię. Uważam jednak, że autorka lepiej realizuje się w komiksach o lekkim zabarwieniu erotycznym, a ten oczywiście taki nie jest. Właśnie dlatego cały album czułam, że znam tę kreskę, ale nie byłam w stanie dopasować jej do artysty bez patrzenia na okładkę. Nawet pomimo wyraźnego zauroczenia jednej bohaterki ubranej w obcisły kostium!
Superman kontra Lobo jest komiksem dziwnym: momentami przekombinowany, fabuła ma aż trzy stadia starcia herosów, co wydaje się nad wyraz dużo, ale jest w tym coś świeżego. Superman mierzy się z absurdalnymi sytuacjami, do których nie przywykł, a jakie dla Lobo są chlebem powszednim. Jedyny zgrzyt, jaki tu widzę, to dość umiarkowana reakcja Kryptonijczyka na masowe zgony. Mówi w jednym kadrze, że smutno, ale nie mamy na to czasu, bo fabuła musi lecieć i to nie jest poważny komiks na rozkminy egzystencjalne. Jeżeli chcecie się trochę odmóżdżyć, ale jednak mieć w historii fabułę, a nie tylko bijatyki wyciągnięte z lat 90’ to możecie dać szansę tej pozycji.
Superman kontra Lobo
Scenarzysta: Tim Seeley, Sarah Beattie
Ilustrator: Mirka Andolfo
Format: 225×285 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda.
Druk: kolor
Papier: kredowy
Cena okładkowa: 79,99 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

