Sandman kojarzy mi się z tylko jedną postacią – tą stworzoną przez Neila Gaimana. A przecież istnieje druga i to dużo starsza wersja. Oryginalny Sandman debiutował w 1938 roku, a jego kostium wyglądał… interesująco. Maska gazowa, jaką nosił, w niczym nie przypominała tej, z której słynie teraz (o ile prawie zapomniana postać, może z czegoś „słynąć”). W arsenale miał tylko gaz usypiający, a na miejscu, gdzie go użył, rozsypywał piasek jako swój podpis. W latach świetności Vertigo Comics Matt Wagner odkopał tę starą postać i postanowił tchnąć w nią nieco życia. Jak mu z tym poszło?
Akcja komiksu rozgrywa się w Nowym Jorku, dokładnie w tym samym roku, w którym postać powstała – 1938. Wesley Dodds wkracza na salony, aby przejąć interesy po zmarłym ojcu. Zbiega się to w czasie z porwaniami młodych kobiet, które są odnajdywane martwe i okaleczone w ciemnych uliczkach. Policja podąża tropem mordercy, ale zawsze kilka kroków przed nimi jest dziwna zamaskowana postać. Ma w swoim arsenale gaz, który nie tylko usypia, ale zmusza przestępców do mówienia prawdy. Czy to wystarczy, aby zamknąć tę sprawę?
A to dopiero początek!
W albumie są jeszcze dwie inne historie. W następnej ktoś usiłuje wywołać zamieszanie w Chinatown i zmusić triady do walk między sobą. Giną osoby z obu stron konfliktu, a ich otoczenie szykuje się do krwawych starć, tylko komu tak naprawdę zależy na chaosie i rozlewie krwi? W bonusie do tej historii mamy pokazany rasizm, który był powszechny w latach 30’ ubiegłego stulecia. Ostatnia opowieść skupia się na szemranych interesach pewnego mecenasa sportu. Ustawianie walk, narkotyki, morderstwa, a w samym środku tego wszystkiego niestety uwięziony zostanie samotny ojciec z chorą córeczką. Czy ktoś będzie w stanie im pomóc?
Za rysunki w tomie odpowiadało aż 3 rysowników. Na początku poznajemy kreskę Guya Devisa, która była dla mnie trudna do zniesienia. Postaci wyglądają bardzo podobnie do siebie, więc trudno było mi zrozumieć, kto kim jest. A jest to rzecz bardzo przydatna, jeżeli śledzi się śledztwo detektywistyczne. Rysunki Johna Watkissa po części cierpiały na tę sama przypadłość w historii rozgrywającej się w Chinatown. Wszyscy Azjaci mieli tę samą twarz, nawet główna postać, która powinniśmy łatwo rozpoznawać. Najlepiej poradził sobie R.G. Taylor, bo przynajmniej wiedziałam, na kogo patrzę.
Sandman Teatr tajemnic tom 1 to ciekawa lektura, ale ma swoje problemy, inne niż oprawa graficzna. W historiach mocno na siłę pojawiają się wątki molestowania seksualnego, które wyjątkowo obrzydzają w ostatniej historii. Nie pełnią przy tym dużej roli i opowieść mogłaby się bez nich obejść, więc miałam odczucie, jakby były tam wrzucone, by udowodnić, że komiks jest dla dorosłych. Do tego w ogóle nie ma wyjaśnienia, dlaczego Wesley robi to, co robi. On i Sandman wydają się odrębnymi bytami. No ale może to zostanie opisane w kolejnym albumie?
Sandman Teatr tajemnic tom 1
Scenarzysta: Matt Wagner
Ilustrator: Guy Davis
Tłumacz: Paulina Braiter
Typ oprawy: twarda
Liczba stron: 328
Wymiary: 17.0×26.0cm
Cena okładkowa: 129,99 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

