Ilona Myszkowska vel Kobieta Ślimak – autorka Chaty Wuja Freda, jednego z najbardziej znanych web-komiksów w Polsce. Opowiada o deadline’ach, nie wyrabianiu się z niczym i ciężkim życiu pośrodku szarej rzeczywistości.

#niespie: Skąd pomysł na publikację swoich komiksów w internecie?

Kobieta-Ślimak: Najpierw była wersja, że będą komiksy tradycyjne, papierowe. Pomysł na rysowanie komiksów pojawił się jako hybryda pomysłów na siebie „będę rysownikiem” i „będę pisarzem”. Już jako małe dziecko postanowiłam, że będę rysować. Bardzo dużo tworzyłam, nikt w rodzie nie rysował, więc nikt nie rozumiał o co mi chodzi. Ojciec zwykł mawiać do mojej matki „czyje to dziecko? Bo nikt u nas w rodzinie tak się nie zachowuje”.

Jak podrosłam to zaczęłam czytać książki i stwierdziłam, że jednak nie rysunki, tylko pisanie. Jeszcze później była manga i wersja na życie, że ja będę robić mangę. Tak mangową mangę, że z niej Japończycy będą się uczyć jak robić mangową mangę. Okazało się jednak, że zrobić stronę komiksu to nie jest takie proste zadanie, a co dopiero pięćset tomową epicką sagę w stylu „archanioły kontra smoki”.

Później odkryłam komiksy online, ta forma jest bardzo krótka, więc stworzenie rysunku zajmuje godzinę albo i mniej, a pozwala wyrazić swoje wymyśli. Przeglądając strony webkomiksowe, miałam poczucie, że także mogę coś takiego dobrze zrobić, albo nawet i lepiej.

#niespie: Nawiązując do Twojego mangowego zacięcia o którym wspominałaś, zastanawiałaś się czy nie zrobić czegoś tylko tą techniką?

KŚ: Aktualnie robię mangę, to znaczy osobiście jej nie rysuję, bo nie mam takiego skilla, ale jakiś czas temu wrzuciłam odcinek o tym, że mam taki pomysł, żeby zrobić mangę. Istnieją mangi, gdzie motorem fabuły jest wiatr, który podnosi uczennicom spódniczki; z jakiegoś powodu postanowiłam zastąpić uczennicę Szkotem. Początkowo nie miałam zamiaru robić tego projektu, ale moja mentorka mnie namówiła, a odcinek który opowiadał o tym pomyśle zdobył dużo komentarzy w stylu „to najgorsza rzecz jaką w życiu widziałem, to nigdy nie powinno było powstać, to jest abominacja… zrób to.” Postanowiłam znaleźć polską rysowniczkę mangową, najlepiej jakąś dziewczynkę spod Radomia, dać jej 500zł za to, na co ona by stwierdziła, że to więcej niż zarabia cała jej rodzina przez rok. Ostatecznie jednak zrezygnowałam z hipotetycznej dziewczynki spod Radomia i zaczaiłam się na Drankę – artystkę, którą od dawna obserwowałam, bo bardzo lubiłam jej kreskę. Przez tydzień zwlekałam czy do niej zagadać, taki syndrom dzieciaka na studniówce, bojącego się zaprosić kogoś do tańca. Na szczęście się zgodziła i podeszła do tematu bardzo profesjonalnie. Powstało już kilka stron, jak je zobaczyłam to obrzygałam tęczą cały dom, blok, sąsiadów i świat, i siebie.

#niespie: Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na tematykę komiksów, które robisz. Często piszesz o własnym życiu, jak oddzielasz to, co możesz pokazać w internecie od swojej sfery prywatności?

KŚ: Początkowo dużo pisałam o swoim związku.  Kiedy się rozpadł powiedziałam stop, bo poszło to troszkę za daleko. Sama Chatka zaczęła się od tego, że postać nie miała być mną, więc czuję do niej dystans. Jest dużo rzeczy, które piszę o tej postaci, które nie są tak naprawdę moimi zachowaniami. Kiedy na przykład dostałam praktykantkę to przedstawiłam siebie/tę postać, jak klasycznego Janusza, buraka, który ją wykorzystuje i niemalże trzyma w lochu i smaga batem. W rzeczywistości dziewczyna miała duże luzy. Kreacja bohaterki jest więc skoncentrowana na wadach i porażkach. Jeżeli chodzi o Marcina to czasem ja mu dopiekę, a potem zamieniam role i w komiksie piszę, że było odwrotnie, bo to on ma wychodzić na złośliwego. Poza tym jak przyjdzie mi do głowy pomysł, rozkmina, to czasem tłumaczy mi się w głowie na komiks.

#niespie: To może kolejne Ślimacze opowieści? Albo wydanie papierowe Barw Biedy?

KŚ: Nie wiem czy kiedykolwiek uda się Barwy wydać. Mam materiał na własny komiks Remiego i Josepha, ale są z tym rozmaite problemy, więc póki co skupiam się na tym, aby gry komputerowe wypchnąć ze swego łona. Pojawiają się też ciągle nowe tematy, spontanicznie zaczęliśmy pisać z Marcinem książkę, której fragmenty pojawiały się na Chatce. Stwierdziliśmy, że napiszemy całą, będziemy siedzieć w wakacje, zjemy wszystkie narkotyki świata i zobaczymy co z tego wyjdzie.

Co do Ślimaczych 3 to cały czas się czaję z tym. Ostatnio wydałam komiks ‚iGranie z gruzem’, można kupić w internetach jakby ktoś chciał (#kryptoreklama). Staram się mniej więcej jeden komiks rocznie zrobić, tamten był na zeszły rok, a w tym roku pewnie coś nowego.

#niespie: O tyle o ile przejście z komiksu internetowego na drukowany wydaje się czymś naturalnym, to jak to się stało, że zaczęłaś wydawać gry. Najpierw planszowa, teraz ma wyjść komputerowa.

KŚ: To się stało niechcący. Jeśli chodzi o grę planszową to przyszedł do mnie kolega i powiedział, że miał sen. Odpowiedziałam żeby sobie poszedł, bo nie mam czasu, ale on zaczął opowiadać że mu się śniło, iż grał w grę z postaciami z Chatki i można by to zrobić. Zaczęliśmy snuć wizję takiej planszówki, coś tam zrobiliśmy, po czym kolega się rozmyślił, a ja z tym zostałam. Jak mnie naszło to wyciągałam szkic gry z szuflady i testowałam go czy coś dopisywałam. Później znalazł się wydawca i pod jego czułym obcasem projekt został ukończony. Jeżeli chodzi o gry komputerowe, to Marcin w tym siedzi, czuje gry pod kątem mechanicznym, ja fabularnym, więc uznaliśmy, że będziemy to rzeźbić.

#niespie: W tej chwili trudno jest się wybić w internecie. Masz jakieś porady dla nowych web-rysowników?

KŚ: Zależy po co się te komiksy robi. Jeżeli robisz, bo lubisz, to jest to najlepsza rzecz jaka być może. Jeżeli robisz, bo chcesz być sławny, to nie rób tego. Lepiej idź rozbierać się na instagramie, to dużo prostsze by zdobyć sławę. Pochodzę z czasów kiedy nie było na komiksy koniunktury, nie było żadnych Kwejków na przykład. Podczas pierwszych miesięcy prowadzenia Chatki miałam może 5 odwiedzin dziennie, jak raz miałam 13 to bardzo się zdziwiłam. Mimo to kontynuowałam, bo lubiłam rysować. Jestem przeciwniczką robienia czegokolwiek dla sławy. Zauważ historie sławnych youtuberów czy komiksiarzy, prawie nikt nie robił tego, bo chciał być sławny, każdy zaczynał z czystej idei „chcę to zrobić, więc to zrobię, bo to fajne”. Jeżeli natomiast ktoś koniecznie chce się promować webkomiksowo, to są portale ze śmiesznymi obrazkami i tam na ogół ludzie wrzucają swoje dzieła.

#niespie: Ostatnie pytanie podbudowane jest moim patriotyzmem lokalnym. Jak podoba ci się Poznań? Byłaś na Pyrkonie też w zeszłym roku, podoba ci się i w tym?

KŚ: Większość konwentów i tak oglądam zza lady, więc za dużo nigdy nie zobaczę. Lubię Poznań, bo w przeciwieństwie do Piaseczna ma miejscami coś na kształt architektury. Podoba mi się dworzec blisko targów. Ale najbardziej lubię Pyra Bar, gdzie są tanie ziemniaki i one są smaczne. W sumie to wszystko co widziałam w Poznaniu.

Pyrkon to wielka impreza, mnóstwo wszystkiego, splendor i tak dalej. Bardzo to męczące, ale totalnie warto.

Rozmawiała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

Tekst pierwotnie opublikowany na #niespie.com