Ronin to dla mnie jeden z tych komiksów, o których wiem, że istnieją i pewnego dnia chciałabym w końcu przeczytać. Głównie dlatego, że Frank Miller pisał go w czasach, kiedy jeszcze robił to swietnie. Sądziłam, że powstał film na podstawie tego dzieła, ale wujek google nie potwierdza tej informacji. Cóż, tytuł jest dość popularny w popkulturze, więc zapewne z czymś go pomyliłam.
Początek historii opowiada o młodym samuraju, który bardzo poważnie podchodzi do ochrony swojego pana. Niestety demon Agat przedostał się do strzeżonej posiadłości i zamordował mężczyznę z zimną krwią. Tym samym samuraj zawiódł i nie spełnił swej roli. W ramach pokuty został tytułowym roninem i przysiągł, że pomści swego pana, skracając żywot potwora. Prosta, bardzo honorowa sprawa. Za przelaną krew trzeba zapłacić krwią.
Ale to nie wszystko…
Jak pewnie domyśliliście się po wstępie: nie miałam bladego pojęcia, o czym będzie album. Tak, spodziewałam się walki na miecze i samurajów, bo to właśnie zasugerował mi tytuł i okładka. Ale poza tym? Nic. Jakież było moje zdziwienie, gdy nagle fabuła przeskoczyła do XXI wieku i to takiego w wydaniu apokaliptyczno-futurystycznym. Nowy Jork w tej wersji jest przerażającą miejską dżunglą, w której gangi walczą o wpływy. Pośrodku tego wszystkiego powstała niezwykła placówka: kompleks Aquarius sterowany przez sztuczną inteligencję nazwaną Virgo. Uczy się tak szybko i ewoluuje, że trudno nie odnieść wrażenia, że ma własną wolę. Pod jej pieczą znajduje się Billy, który z kolei ma dość paranormalne zdolności. Wkrótce to on zostanie połączony z Roninem, który żył w odległej przeszłości.
Rysunki w tomie stworzył oczywiście sam Frank Miller. Widać typowe dla niego maniery, jak kanciaste twarze i wielkie usta, ale jeszcze nie karykaturalnie przerysowane. Patrzy się na to bardzo przyjemnie i jest to nostalgiczna podróż do przeszłości. Bardzo ciekawie prezentuje się także technologia XXI wieku, która łączy niejako technikę i biologię. Trochę gorzej wypadają kolory, ale nie zostały stworzone pod kredę. Widziałam screeny z pierwszego wydania i na papierze gazetowym prezentowały się dużo lepiej.
Ronin był dla mnie znakiem zapytania i olbrzymim zaskoczeniem. Historia na początku wydała mi się prosta, aby po chwili przenieść mnie w przyszłość. Kiedy sądziłam, że już rozumiem, co się dzieje, a finał jest czystą formalnością, to nagle scenarzysta zaskoczył zwrotem akcji. Nic nie jest tym, czym się wydaje, przez co album trzyma w napięciu. To po prostu fajna przygoda z nietuzinkową oprawą graficzną. No i kolejna wizja niewesołej przyszłości w wykonaniu Franka Millera. Zdecydowanie warto.
Ronin
Scenarzysta: Frank Miller
Ilustrator: Frank Miller
Tłumacz: Jarosław Grzędowicz, Marek Starosta
Typ oprawy: twarda
Liczba stron: 342
Wymiary: 17.0×26.0cm
Cena okładkowa: 129,99 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

