Każdy z was na pewno słyszał o Projekcie Manhattan. Był to tajny program rządowy, który wydał na świat bombę atomową. Żeby otrzymać takie rezultaty, rząd zaangażował najwybitniejsze umysły, jakie mógł znaleźć. Grupa fizyków pracująca wspólnie nad niszczycielską i niepowstrzymaną bronią? Życie zawsze podsuwa najciekawsze fabuły i trudno uwierzyć, że dopiero 2 lata temu powstał film o Oppenheimerze. Jednak na długo, zanim ukazał się w kinie, to powstał komiks: Niedobra Nauka, który luźno potraktował prawdę historyczną.
Wszystko, co wiecie o Projekcie Manhattan to kłamstwo. Budowa bomby atomowej, to jedynie przykrywka, a prawdziwy cel badań wykracza poza zrozumienie zwykłego człowieka. Grupa geniuszy łamie prawa fizyki, otwiera portale do innych miejsc na Ziemi (i poza nią), czy kontaktuje się z kosmitami. Nie ma pojęcia dobra, czy moralności: rozwój naukowy jest jedynym i najważniejszym celem. Zupełny brak człowieczeństwa bohaterów… zupełnie nie przeszkadza w lekturze.
Wiele się dzieje, ale w tym chaosie jest metoda
Każdy z naukowców ma jakiś sekret, czy drugą twarz, którą ukrywa. Kiedy dowiadujemy się, kto ma podwójną osobowość, a kto jest kosmitą, to poprzednie wydarzenia nabierają nowego znaczenia. Cel projektu to jedno, ale taki Oppenheimer ma zupełnie inne pomysły, do czego użyć zasoby Stanów Zjednoczonych. Wątłe przyjaźnie, czy nicie porozumienia nie mają znaczenia innego niż strategicznie pozyskiwanie zasobów. Drugi geniusz jest potrzebny, aby pchnąć naukę do przodu, a nie po to by miło wspólnie spędzać czas. W obliczu przełomu każdy rzuci przyjaciela na pożarcie. A sporo jest takich sytuacji, bo cyklicznie prezydent dowiaduje się o zapędach grupy naukowców i postanawia ich zamknąć. Łatwiej jednak jest wymienić głowę państwa, niż zakłócić projekt.
Hickman czerpie z prawdziwej historii i wykrzywia ją do swoich potrzeb. Mamy np. postać Einsteina, który nigdy w projekcie Manhattan nie pracował. Kolejną ciekawą postacią jest Harry Daghlian: mężczyzna zmarł na chorobę popromienną, jakiej nabawił się podczas eksperymentów nad masą krytyczną plutonu. W komiksie bohater również oficjalnie nie żyje, ale stał się napromieniowanym szkieletem i musi nosić skafander, aby nie pozabijać wszystkich dokoła. Ciekawe było dla mnie, czytanie na Wikipedii kim tak naprawdę byli bohaterowie albumu.
Muszę oczywiście osobno pochylić się nad rysunkami, bo są fenomenalne. Nick Pitarra ma umiejętność balansowania pomiędzy karykaturą a realizmem. Dzięki temu pierwszemu: krwawe sceny (np. zjadania czyjegoś mózgu) nie przyprawiają o mdłości. Realizm natomiast osadza nas mocniej w fabule i sprawia, że emocje są namacalne. To nietypowe połączenie buduje unikatowy brutalny klimat.
Projekty Manhattan tom 1 to komiks przemyślany, ambitny i szalony. Wyobraźnia Hickmanna stworzyła groteskową wersję znanej historii, która zachwyca. Fabuła gna, ale my pędzimy wraz z nią, nawet nie czując, kiedy przewracamy kolejne strony albumu. Większość bohaterów to nie są mili ludzie: nie drżałam o ich bezpieczeństwo, tylko z fascynacją patrzyłam, co jeszcze może się wydarzyć. Polecam serdecznie album i na pewno sprawdzę kontynuację.
Projekty Manhattan tom 1
Scenariusz: Jonathan Hickman
Ilustracje: Nick Pitarra, Ryan Browne
Kolory: Jordie Bellaire
Tłumaczenie: Arek Wróblewski
Liczba stron: 464
Format: 180 mm x 275 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Cena okładkowa: 239 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

