The Monster Society of Evil

The Monster Society of Evil było dłuższą historią ukazującą się co miesiąc w serii Captain Marvel Adventures. Przygoda rozpoczęła się w numerze 22 w marcu 1943, a swój finał miała w zeszycie 46 w maju 1945 roku. Początkowo Kapitan Marvel musiał walczyć ze swoimi starymi przeciwnikami, ale z drobnym odstępstwem od normy: byli oni zorganizowani w tytułowym Monster Society of Evil. Na czele tej przestępczej drużyny stał Mister Mind, który był geniuszem i podpowiadał złoczyńcom, co mają zrobić, aby wygrać z herosem. Sam jednak długo pozostawał w ukryciu i dopiero w numerze 27 ujawniono, że jest małym robaczkiem. Co ciekawe: scenarzyści ukazali go już zeszyt wcześniej, ale nie wyjaśnili, czym jest. Po prostu na ramię Billy’ego spadł owad, który został szybko przez chłopaka strzepnięty na ziemię.

Robaczek

Dlaczego ta opowieść jest tak ważna w historii komiksu?

Pierwszym powodem jest samo istnienie zorganizowanej grupy przestępczej. Już wcześniej różni złoczyńcy współpracowali ze sobą, ale nigdy nie byli częścią nazwanej drużyny o ustalonej strukturze i celach. Może z jednym wyjątkiem, który także wyszedł spod skrzydeł Fawcett Publications: Revenge Syndicate. Była to grupa, która miała zaledwie 3 członków i pojawiła się tylko w jednym zeszycie Bulletmana z 1942 roku. To właśnie przez nich Monster Society of Evil jest nazywane „jedną z pierwszych grup złoczyńców”, a nie „pierwszą”.
Nie możemy jednak zapominać, że Monster Society of Evil było na kartach komiksów przez kilka lat w czasach, gdy Kapitan Marvel cieszył się olbrzymią popularnością. Jeżeli chodzi więc o realny wpływ na kształtowanie świadomości, czym jest drużyna złoczyńców i jak może funkcjonować, to palmę pierwszeństwa ma grupa przeciwników Kapitana Marvela. Jej trwałość, zdecydowanie ją wyróżnia.

Kolejnym powodem jest długość trwania historii. W Złotej Erze Komiksu jeden zeszyt zawierał zazwyczaj trzy zamknięte opowieści. Czasami zdarzało się, że narrację prowadzono przez dwa numery (np. jedną przygodę Batmana podzielono pomiędzy Detective Comics 31 i 32 w 1939 r.), ale nigdy wcześniej nie stworzono czegoś, tak rozbudowanego, jak The Monster Society of Evil. Spójna historia ciągnięta konsekwentnie przez ponad 20 zeszytów była rewolucyjnym podejściem do komiksu. Możemy spekulować, że za tym pomysłem stały inne media:  przede wszystkim serial kinowy The Adventures of Captain Marvel z 1941 roku. Każdy epizod kończył się cliffhangerem, a zbiór wszystkich odcinków tworzył całość opowieści. Ten serial przyszedł mi od razu do głowy, kiedy zobaczyłam, że każdy fragment historii zaczyna się, jak kinowa adaptacja – od przedstawienia aktorów. Nigdy jednak twórcy komiksu nie wytłumaczyli skąd pomysł na formułę, więc pozostajemy w sferze domysłów.

Rozpoczęcie numeru

Jako że tworzenie spójnej długiej historii było czymś nowym w medium komiksowym, to wtedy także czytelnik po raz pierwszy zaczął być nagradzany za comiesięczne kupowanie przygód swojego ulubionego bohatera. Historie kończyły się cliffhangerami i następny zeszyt rozwiązywał problem bohatera z poprzedniego numeru. Do tego długo budowano tajemnicę wokół tożsamości Mister Minda, a każdy kolejny komiks potencjalnie mógł ją w końcu rozwiązać. Teraz nie wydaje się nam to niczym specjalnym, bo tak działa wiele mediów (nie tylko opowieści graficzne), ale wydawnictwo Fawcett Comics zrobiło to jako pierwsze w komiksie. The Monster Society of Evil był kamieniem milowym w rozwoju narracji i wyznaczył nowe standardy opowiadania historii.

Komiksy ze Złotej Ery chętnie odwoływały się do tematyki II Wojny Światowej. Kapitan Ameryka na okładce swojego debiutanckiego zeszytu daje w twarz Hitlerowi, a w siedemnastym numerze Supermana bohater trzyma za kołnierz przywódcę III Rzeszy i Premiera Japonii. Herosi włączali się do wojny i ochoczo walczyli z Japończykami i Nazistami. The Monster Society of Evil wpisało się w ten trend, ale dzięki długości, mogło uczynić z tego oś fabuły na ponad 20 zeszytów. Kapitan Marvel walcząc z grupą złoczyńców, odwiedzał różne miejsca na świecie, gdzie stacjonowali amerykańscy żołnierze. Mister Mind wspierał działania państw Osi nie ze względu na ideologię, ale dlatego, że czynili zło. Sposób obrazowania różnych nacji jest przykładem propagandy wojennej XX wieku i jednym z prawdopodobnych powodów, dlaczego nie doczekamy wznowienia tego tytułu.

Mister Mind wspiera państwa Osi

To może przejdźmy do konkretów

Skoro jest to pozycja tak istotna dla historii komiksu, to dlaczego jest niemal zapomniana? Została wydana w latach 40. XX w., a później dopiero w roku 1989. American Nostalgia Library dogadało się z DC Comics, które ma prawa do pełnej historii i wydało limitowaną jej edycję: tylko 3000 sztuk (od początku stycznia mam egzemplarz w domu!). Długo myślano, że cała historia jest w domenie publicznej i tylko kwestią czasu jest, zanim ktoś odświeży skany i samodzielnie opublikuje tę pozycję. Okazało się jednak, że DC odnowiło prawa do niektórych zeszytów, w tym finałowego, więc jedyne co można wydać, to podziurawioną opowieść (przynajmniej do roku 2041 – wtedy całość będzie w końcu w domenie publicznej). DC kilka lat temu zapowiedziało wydanie The Monster Society of Evil, aby później się z tego wycofać „z powodu obaw dotyczących jego zawartości”. Co skrywa to enigmatyczne wyjaśnienie? Żeby to rozwikłać, przyjrzyjmy się różnym nacjom, które Kapitan Marvel spotyka, podążając tropem Mister Minda.

Sojusznicy

Amerykanie

Oczywiście portretowani najlepiej spośród wszystkich. Dzielnie walczą na froncie, a w obcym kraju nic tak nie podnosi ich na duchu, jak opowieści o ojczyźnie, którymi Billy dzieli się przy ognisku. Żołnierze są młodzi, silni i mają najlepsze proporcje ciała w całej historii.

Billy i Amerykańscy żołnierze

Kiedy ruszają do ataku, Japończycy od razu szykują się do odwrotu:

Kapitan Marvel na froncie

W jednym zeszycie Mister Mind uderza się w głowę i przestaje być zły (przynajmniej do czasu, aż nie dorobi się następnego wstrząśnienia mózgu). Kiedy Billy oznajmia w radiu, że zagrożenia ze strony złoczyńcy już nie ma, to szef banku zwalnia dwójkę ochroniarzy i pozwala im wstąpić do wojska, a ci skaczą z radości. Pokazuje to, jak chętnie Amerykanie oddają się słusznej sprawie, którą jest walka ze „złem”. Mimo wszystko „dawanie zgody” od przełożonego na zaciągniecie się do wojska, trochę mnie zaskoczyło. Podczas II Wojny Światowej określono, jakie zawody są niezbędne do funkcjonowania kraju i osoby je wykonujące nie mogły trafić w kamasze. Oceną czy profesja danej osoby zalicza się do tej kategorii, zajmowały się lokalne komisje i decyzje były indywidualne (nie funkcjonowała formalna lista zawodów). W świecie Kapitana Marvela ta dwójka nie wylądowała w wojsku przez ochronę ważnej instytucji.

Amerykanie mogą iść do wojska

Brytyjczycy

Są oni dla historii niemal przeźroczyści. Wspierają oczywiście Kapitana Marvela, kiedy mogą, są chętni do walki, ale nigdy nie idzie im to tak dobrze, jak Amerykanom. Wpadają w pułapki złoczyńców i muszą być ratowani przez superbohatera.

Brytyjczycy


Warto także zwrócić uwagę na wiek żołnierzy z Anglii. Zawsze wśród nich jest jakiś starszy wąsaty pan, kiedy amerykanie to młodzi mężczyźni. Dodatkowo, na tym przykładnie widzimy, że czasami pomimo najszczerszych chęci nie są w stanie pomóc:

Brytyjczyk i stara broń


Komiks nie ukazuje ich w złym świetle, ale też nie robi nic, by zademonstrować, że są cennymi sojusznikami. Brytyjczycy chcą pomóc, ale to nie wystarczy i Amerykanie po prostu MUSZĄ wspomagać wysiłek wojenny.

Chińczycy

Pewnie nie spodziewaliście się Chin na liście sojuszników? Tymczasem z Ameryką połączył ich wspólny wróg. Kiedy Stany Zjednoczone dołączyły do Aliantów po Pearl Harbor w 1941 r., Chińczycy już od kilku lat walczyli z Japonią. W komiksie odpierają ataki właśnie Imperium Japońskiego, ale bez pomocy Kapitana Marvela nie mają żadnych szans:

Kapitan Marvel prowadzi Chińczyków do walki

Wyrażają wdzięczność Ameryce i chętnie wspomagają swojego sojusznika:

Chiny wdzięczne USA


W komiksie pojawia się nawet trójka chińskich dzieci, które wyciągają Billy’ego z pułapki i ratują mu życie. Rysowani są dość prosto, ale wyglądają pozytywnie albo neutralnie, co będzie dużym kontrastem do Japończyków, do których przejdziemy za chwilę.

Chińskie dzieci ratują Billy'ego

Rosjanie

Jeżeli Chiny Was nie zaskoczyły to ZSRR na pewno. Zupełnie jak w poprzednim przypadku, wspólnym mianownikiem był ten sam wróg: Nazistowskie Niemcy. W latach 1941-1945 USA i Rosja byli sojusznikami w ramach Aliantów. Dopiero po 1945 roku rozpoczęła się Zimna Wojna. Komiks więc idealnie wstrzelił się w wąskie okienko przyjaźni (o ile możemy używać tak mocnego słowa) pomiędzy ZSRR a Stanami Zjednoczonymi. W komiksie są bardzo mało widoczni i nie mają swojej historii (Kapitan Marvel nie walczy z nikim w Rosji). Wpada jedynie skorzystać z radia.

Kapitan Marvel w ZSRR


W późniejszej części komiksu Kapitan Marvel ratuje Moskwę przed pociskiem wystrzelonym z kosmosu przez Mister Minda,

a następnie pożycza radio i leci wspierać Anglików.


Obecność Rosjan ukazuje w historii tylko jedno: Alianci walczą razem i są zgodnymi sojusznikami.

Szkoci

Zostawiłam ich na koniec, bo jako jedyna nacja służą jako element humorystyczny, ale nie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Scenarzyści użyli stereotypów narodowościowych dotyczących stroju i rzekomego skąpstwa Szkotów. Kiedy Kapitan Marvel przybywa na mamucie (nawet nie pytajcie) do Szkocji, to ostrzega jej mieszkańców, że zbliżają się Naziści. Jedna z postaci pyta ile będzie kosztować walka z wrogiem i rzuca się do ataku, kiedy słyszy, że jest to za darmo.

Szkot rusza do walki

Ten sam mężczyzna pozwala zbiec Mister Mindowi, ponieważ pozbieranie pieniędzy było ważniejsze, niż schwytanie przeciwnika.

Pojawienie się Szkotów miało charakter czysto epizodyczny i humorystyczny. Był to powtarzający się trop w kulturze anglojęzycznej, z którego komiks skorzystał.

Przeciwnicy

Niemcy

Komiks pokazuje Nazistów, jako część organizacji przestępczej Mister Minda. Należy do niej Kapitan Nazi oraz Hitler: zaraz obok całej mieszaniny potworów. Hitler jako realny człowiek stawiany jest obok najgorszych komiksowych przestępców. Do tego nazywa on Mister Minda „przyjacielem”, co sugeruje, że są bliżej niż cała reszta mająca służalczy stosunek do lidera ugrupowania:

Jest o tyle ciekawa scena, że drugi mężczyzna w kadrze to Nazista, który właśnie chciał zjeść steka. Oczywiście zażądał najlepszego mięsa, a więc sprowadzonego nielegalnie ze Stanów Zjednoczonych. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do Hitlera: jest on rysowany karykaturalnie i całkowicie zostaje odarty z jakiegokolwiek majestatu, jaki mógłby mieć jako przywódca. On ma być niepoważnym i śmiesznym tyranem, który zostaje sprowadzony do groteskowego symbolu zła. Podczas jednego „superplanu złoczyńców” Mister Mind sprawia, że Ziemia przestaje się kręcić. W Ameryce zapada permanentna noc, kiedy w Europie jest ciągle dzień. Mały robaczek jest GENIUSZEM potrafiącym coś takiego osiągnąć, ale pyta się farmera, czy kury znoszą teraz jaja 2 razy dziennie, skoro dzień trwa dłużej. Rolnik wyjaśnia, że zwierzęta działają w trybie 24-godzinnym, więc nie, na co Hitler nazywa kury „upartymi”. Nie widzę innego powodu tak niedorzecznego pytania Mister Minda, niż pokazanie czytelnikowi, że Hitler jest głupi.

Hitler i uparta kura

Nie jest zaskoczeniem, że Naziści byli przedstawieni jako złoczyńcy, ale co ze zwykłymi Niemcami? Ci pojawiają się w kadrze raz, ale scenarzyści zadbali, aby odpowiednio ich przedstawić. Kapitan Marvel odbija pocisk, który ląduje w Berlinie, a konkretnie w pubie „Schicklegruber’s Plaza”. Nie jest to przypadek: Schicklgruber to dawne nazwisko ojca Hitlera. Używanie go było zabiegiem propagandowym popularnym w tamtym okresie. Brzmiało ono niepoważnie dla anglojęzycznego odbiorcy i nie niosło żadnej wielkości, czy patosu. Nazwa lokalu kontrastuje z „Unter den Linden” (Aleją Lip), czyli prawdziwym miejscem, które istnieje do dziś. Jest to najbardziej reprezentacyjna ulica Berlina łącząca dawny Pałac Królewski z Bramą Brandenburską, gdzie np. organizowano parady wojskowe. To miejsce o dużym znaczeniu dla Niemiec połączono z pubem o pospolitej nazwie i ludźmi pijącymi piwo. Pocisk mógł uderzyć w obiekt o znaczeniu militarnym, ale wtedy scenarzysta straciłby możliwość ośmieszenia Niemców.

Berlin

Japończycy

Od początku 1942 oficjalną polityką Stanów Zjednoczonych było kierowanie propagandy przeciwko ludności państw wroga jako nacji, a nie wyłącznie przeciwko ich przywódcom. Zasadę tę najściślej przestrzegano w odniesieniu do Japończyków. Cesarz Hirohito nie był groteskową postacią z komiksów, jak Hitler. Podawano kilka powodów takiej polityki: od argumentu, że po śmierci dowódcy wojna będzie trwać nadal, po wchodzenie na grząski religijny grunt, bo cesarz w Japonii miał szczególną „boską” pozycję. Odzwierciedlenie tej polityki widzimy także w The Monster Society of Evil.

Antagoniści z Japonii nie są przywódcami, czy nawet wojskowymi, ale naukowcami. Oczywiście nie mają żadnej moralności i swoją wiedzę naukową wykorzystują, aby pomóc Mister Mindowi. Poznajemy więc trójkę doktorów o „egzotycznych” imionach: Smashi–, Hashi— i Peeyu. Już pisownia pokazuje, że nie wymawia się ich normalnie, a wyciąga końcówkę, bo właśnie to mogą sugerować myślniki (Hashiii, Smashiii). Do tego nie są to autentyczne japońskie imiona, ale zniekształcone określenia z języka angielskiego. Smashi od smash (rozbijać, niszczyć), Hashi – hash (siekać) i Peeyu od pee-yew, czyli okrzyku wyrażającego obrzydzenie (ble, fuj!).

Dodajmy do tego wygląd tego trio – mężczyźni są narysowani karykaturalnie i pozbawieni cech indywidualnych. Przede wszystkim rzucają się w oczy ich zęby: potrzebowałam chwili, żeby zrozumieć, że dziwna kratka to zarysowane kły. Wyglądają drapieżnie i nieludzko, zwłaszcza jeśli porównamy ich z mieszkańcami Chin. Pokazuje to, że propaganda nie uderzała w etniczność, ale w narodowość. Przekaz wydaje się oczywisty i wpisany w narracje lat 40’: Japończycy nie mogą być traktowani jak ludzie. Nie bez powodu na plakatach propagandowych najczęściej przedstawiano ich jako małpy. Dehumanizacja jest klasycznym sposobem ukazywania przeciwnika podczas wojny.

Wygląd Japończyków

Poza obśmianiem wroga, propaganda miała jeszcze jeden cel – pokazywanie Amerykanów, jako tych będących w kontrze. Jeżeli Kaptan Marvel walczy z czymś złym i zepsutym, to sam jest tego przeciwieństwem. Odbiorcy widzieli, że Stany Zjednoczone przeciwstawiające się Hitlerowi są jego moralnym zaprzeczeniem. Dzięki temu lustrzanemu odwróceniu czytelnik mógł poczuć, że jego kraj jest dobry i demokratyczny, w odróżnieniu od Japonii, czy Niemiec. 

Osoby czarnoskóre

W wojsku amerykańskim służyli nie tylko biali żołnierze, natomiast stosowano w nim segregację rasową poprzez osobne oddziały. Komiks zupełnie przemilcza, że wojna nie była „biała” i Afroamerykanie brali w niej czynny udział. Kiedy już scenarzysta postanowił pokazać osobę czarnoskórą, to zrobił to w typowy dla tego okresu sposób. Aby go jednak zrozumieć, muszę przybliżyć, czym był blackface.

Możemy go opisać jako formę przedstawiania osób czarnoskórych przez białych aktorów (czy to w teatrze, czy później w telewizji). Wykonawca przyciemniał swoją skórę, nadmiernie eksponując usta i przedstawiał graną postać bardzo karykaturalnie. Występy w blackface miały charakter jawnie rasistowski, bo Afroamerykanie byli w nich przedstawiani jako osoby nieinteligentne, leniwe lub komiczne, co utrwalało stereotypy i służyło usprawiedliwianiu ich niższego statusu społecznego. Ta przykra „tradycja” zaczęła się już w XIX wieku od rozrywki scenicznej, a później przeniknęła do kina, telewizji, czy na karty komiksów.

Wróćmy zatem do The Monster Society of Evil, kiedy Kapitan Marvel po raz pierwszy styka się z postaciami o czarnym kolorze skóry. Scena rozgrywa się w Afryce, co dodatkowo podkreśla „obcość” spotkanych tam osób — to na pewno nie są Amerykanie. Ich wygląd i zachowanie: karykaturalne rysy czy motyw kanibalizmu (bo oczywiście chcą zjeść Billy’ego) wpisują się w utrwalony w kulturze popularnej schemat dzikiej i zdehumanizowanej Afryki.

Billy w Afryce

W Stanach Zjednoczonych Billy ma kontakt tylko z jedną osobą czarnoskórą: Steamboatem. Oczywiście postać znowu jest rysowana karykaturalnie, ale dodatkowo ma typowe dla blackface’a cechy: jest naiwny i nie potrafi posługiwać się płynnym angielskim jak reszta postaci (jego dymki zapisane są w sposób fonetyczny). Do tego ten młody mężczyzna zwraca się do nastoletniego bohatera per „Mistah Billy”, co możemy przetłumaczyć, jako „panie Billy”. Jest to dość dziwny zwrot pomiędzy osobą dorosłą a dzieckiem i podkreśla hierarchiczność, czy nawet służalczość tej relacji.

Steamboat i Billy

Nic dziwnego, że w 1945 roku organizacja Youth Builders zrzeszająca uczniów szkół średnich z Nowego Jorku i Filadelfii postulowała usunięcie Steamboata z komiksów o Kapitanie Marvelu. Argumentowano, że postać ta nie reprezentuje Afroamerykanów i utrwala negatywne stereotypy. To dzięki działaniom Youth Builders po numerze Captain Marvel Adventures #48 (1945 r.), Steamboat nie pojawiał się już w kolejnych komiksach.

The Monster Society of Evil to komiks trudny w ocenie, który dokumentuje trendy i nastroje lat 40’. Jest ważny dla historii medium i opowiada o szalonej przygodzie mojego ulubionego bohatera, ale nie stroni od uproszczeń kulturowych i rasowych. Ukazuje Amerykanów, jako najpotężniejszą nację. Brytyjczyków, Chińczyków, czy Rosjan jako użytecznych sojuszników, a Niemców i Japończyków jak najgorsze zło. W tej wojennej mieszance propagandowej osoby czarnoskóre są po prostu karykaturalne, komiczne i nieistotne. Wydaje mi się, że gdyby DC pokusiło się o wydanie tej historii, to mogłoby wybronić niekorzystne ukazanie państw Osi: w końcu była wojna, a komiks powstał w czasach realnego konfliktu. Jednak żadne tłumaczenie nie uzasadni rasizmu i kulturowych karykatur – te elementy dziś uznawane są za obraźliwe i nie do przyjęcia. Utrwalały one szkodliwe stereotypy i odbierały godność ludziom, tylko ze względu na ich kolor skóry. To przykre, że historycznie wartościowe fragmenty amerykańskiego komiksu pozostaną praktycznie niedostępne, bo ich publikacja w oryginalnej formie byłaby nie do zaakceptowania. 

Pisała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)