Garnitur

Najpierw zobaczyłam nogi. Damskie nogi odziane w spodnie od dresu i zakończone wysokimi obcasami. To nietypowe połączenie skłoniło mnie by przyjrzeć się ich właścicielce. Tlenione blond włosy, różowe tipsy – okej, już cię zaszufladkowałam.

Moje spojrzenie przeskoczyło na chłopaka, z którym przyszła do pizzeri – krótko ostrzyżone włosy, dres, adidasy – tzw. typowy Seba. Podchodzą do kontuaru i obserwują kawałki pizzy wyłożone w podgrzewaczu. Dziewczyna zaczyna szukać czegoś w kieszeniach – podaje Sebie swoją czarną torebkę wykończoną złotymi cekinami. Chłopak bierze ją od niej bez chwili wahania – czyli jednak trzymanie kobiecego kuferka nie grozi impotencją drodzy panowie.
Nasz bohater składa zamówienie na 2 kawałki trójkątnego ciasta, podaje banknot i uśmiecha się do ekspedientki mówiąc: „proszę nie szukać drobnych, reszty nie trzeba”. To on odbiera zamówione jedzenie i podaje swojej wybrance, z pizzą w dłoniach kierują się w stronę wyjścia. Tak. To będzie ostateczny test. Jak chłopak rozegra sprawę drzwi, szczególnie że poszedł jako pierwszy (swoją drogą, dobrze zrobił, bo według zasad savoir-vivre jeśli drzwi otwierają się do wnętrza to mężczyzna może iść przed kobietą). Zatrzymał się w progu, uchylił drzwi, na tyle na ile pozwala mu ciasne pomieszczenie, przepuszcza Karynkę. Wygrał.
Tu powinien być jakiś morał. Niech będzie nim smutna refleksja, która naszła mnie w dusznej pizzeri:

Niektórzy ludzie – niby wykształceni, niby kulturalni, niby inteligentni – mogliby się uczyć zachowania od dresa z Jeżyc.

Tekst: M. Chudziak (Blue Bird)
Obrazek wyróżniający: Gratisography

Tekst ukazał się wcześniej na moim blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.