„Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong” tak długi tytuł mówi mi wszystko, co powinnam wiedzieć. Moi ulubieni bohaterowie będą walczyć z dwoma ikonicznymi potworami. Będzie dużo walki, mniej fabuły i na pewno sporo zniszczonych budynków. Sięgając po taką pozycję, spodziewam się przeciętego akcyjniaka. Czy właśnie to dostałam? Zapraszam do recenzji!
Zanim jednak przejdziemy do nawalanki, to Superman podjął ważną życiową decyzję. Kupił piękny pierścionek i zamierza oświadczyć się Lois. Cała Liga zna już plan mężczyzny i trzyma kciuki, aby jego ukochana kobieta się zgodziła. Trochę nie spodziewałam się tak emocjonalnego wątku, ale zagrał on wyśmienicie. Ukazał grupę herosów, jako bliskich przyjaciół wspierających się nawzajem. Lubię, kiedy Liga Sprawiedliwości jest tak pisana, bo wypada wtedy ludzko i ciepło.
Ale są potwory, tak?
Oczywiście i to nawet nie tylko dwa tytułowe. Na skutek nieudanej akcji Legionu Zagłady na Ziemię trafiły potwory z innego świata. Olbrzymy zdaja się nie mieć celu, poza niszczeniem nowego środowiska. Temiskira, Atlantyda, Gotham, Metropolis czy Central City – wszędzie pojawił się jakiś stwór terroryzujący mieszkańców. Do tego Lex Luthor ma własnego mechanicznego potwora, który doda tylko chaosu do już i tak chaotycznej sytuacji. Wszyscy herosi muszą stanąć do tej nierównej walki.
Sam komiks ma trzy momenty, w których bardzo mi zgrzytał. Pierwsze dwa związane są moimi ulubionymi bohaterami: Red Hoodem i Shazmamem. Oboje napisano bardzo stereotypowo: Jason ma problem z pracą w zespole i zostaje nawet znokautowany przez Batgirl, żeby już nic nie nabroił. Shazam z kolei działa impulsywnie i dziecinnie, zupełnie zapominając, że w skład jego mocy wchodzi mądrość Salomona. Ostatni element, który nie miał sensu: to śmierć bohaterów. W komiksie giną dwie postaci i w obu przypadkach nie ma to większego znaczenia, bo nie niesie za sobą większej żałoby czy emocji. Można mordować bohaterów na prawo i lewo i zrobić to w łamiący serce sposób, a można uśmiercić kogoś przy okazji i nie nadać temu głębszego znaczenia. Szkoda, bo to zmarnowany potencjał fabularny.
Album pomimo dobrego początku zapomniał później, że opowiada o ludziach. Cały ciężar emocji skupił się wokół Clarka i Lois i zabrakło przestrzeni dla innych postaci. Co do samych walk to wypadają bardzo ładnie. Nawet postaci działające „na ziemi” jak Batwoman są aktywnie zaangażowane w walkę i nie miałam poczucia, że tylko dreptają za potężniejszymi herosami. Spodziewałam się bijatyk z zabarwieniem fabularnym i dokładnie to dostałam. Do tego rysunkowo przyjemne dla oka, więc nie ma co narzekać. Jeżeli macie ochotę na to, co obiecuje tytuł, to sięgnijcie po niego śmiało.
Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong
Oprawa: twarda
Tłumacz: Marek Starosta
Ilustrator: Christian Duce
Scenarzysta: Brian Buccellato
Wymiary: 17.0×26.0cm
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 119,99 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

