Legendy X-Men Whilce Portacio

Zbiorek ze starymi zeszytami X-Men? Muszę go mieć! Już chwilę temu wydano Legendy X-men Jim Lee, który skupiał się na przygodach „niebieskiej” drużyny X-Men. A co ze złotą? Ta była opisywana na kartach Uncanny X-Men równolegle. Podział niemałego zespołu na 2 pozwolił zaspokoić apetyt fanów, których populacja zwiększała się raptownie. Wiemy już jak wyglądały przygody grupy dowodzonej przez Cyclopsa, teraz możemy sprawdzić, jak w roli dowódcy radziła sobie Storm.

Legendy X-Men Whilce Portacio okładkaZaczyna się niepozornie, bo od spotkania w siedzibie Hellfire Club, gdzie Emma Frost miała zaproponować X-Men rozejm i podzielić się informacjami o nowym zagrożeniu. Oczywiście wszystko poszło w diabły, kiedy na miejscu zawitał zbieg z przyszłości i zaawansowane technologicznie Sentinele. Misja pokojowa szybko zmieniła się w krwawą jatkę i nawet osoby doświadczone w boju, jak Ororo czy Jean, miały problem, aby wyjść z tego bez szwanku. Ktoś znowu poluje na mutantów i trzeba będzie go powstrzymać.

Goście z daleka

Oprychy z przyszłości to na szczęście nie wszystkie nowe postaci. Po piętach drepcze im Bishop, wraz z dwójką podwładnych. Mężczyzna stosuje się do zasad panujących w jego czasach i bezwzględnie eliminuje uciekinierów. Kłóci się to ideologią X-Men, więc wkrótce dojdzie do starcia pomiędzy nimi a brutalnym gliną. A jakby tego było mało, to u wybrzeży Syberii otworzyło się przejście prowadzące do innego świata. Ani chwili wytchnienia dla zespołu! Biedaki nie mają nawet czasu zmienić gaci pomiędzy jednym a drugim kryzysem.

Nie mogę zapomnieć o rysunkach, gdyż ten zbiorek był rysowany przez wspomnianego w tytule Whilce Portacio. Oczywiście widać na pierwszy rzut oka, że komiks powstał w latach 90’, ale postaci nie są aż tak przegięte, jak te, które wyszły spod ręki Jima Lee. Nie wszyscy mężczyźni są absurdalnie umięśnieni, aczkolwiek Colossus i Bishop nie mogliby trzymać telefonu przy uchu. Kobietą są szczupłe, ale nie anorektyczne, więc nie kuły mnie w oczy. Artysta w fajny, ekspresyjny sposób oddawał emocje herosów, a tymi targała cała gama. Złość, strach, miłość, rozpacz… znajdziecie wszystko w tym albumie.

Legendy X-Men Whilce Portacio przykładowa strona

Legendy X-Men Whilce Portacio to album mniej chaotyczny i absurdalny, niż ten zbierający zeszyty rysowane przez Jima Lee. Fabuła lepiej trzyma się podstawowej logiki, a nawet zachowuje ciągi przyczynowo-skutkowe. Uważam, że przygody drużyny złotej, są dużo ciekawsze, niż tej niebieskiej, więc jeśli tamte wam nie podeszły, to możecie spróbować tych! W tomie nie ma żadnych dłużyzn, czy zapychaczy, a akcja goni akcje. Fajna rozrywka na weekend, a jeśli dodatkowo jesteście fanami lat 90’ w komiksie, to pozycja obowiązkowa.

Legendy X-Men Whilce Portacio

Scenarzysta: Jim Lee, Whilce Portacio, John Byrne, Scott Lobdell, Fabian Nicieza
Ilustrator: Whilce Portacio, John Romita Jr., Andy Kubert, Tom Raney, Art Thibert, Rurik Tyler, Mark Texeira
Tłumacz: Arek Wróblewski
Format: 180×275 mm
Liczba stron: 384
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy
Cena okładkowa: 219,00 zł

Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)