Pamiętam, kiedy czytałam przygody Danny’ego Ketcha i bawiłam się przy tym przednio. Nowy Ghost Rider odkrywał swoje moce przy jednoczesnym ukrywaniu ich przed najbliższymi. Na szczęście do jego życia wpadł poprzedni piekielny motocyklista, co nieco przyspieszyło proces zrozumienia, co się właściwie dzieje. Teraz Dan wpadł w superbohaterską rutynę: praca mściciela, olewanie zajęcia, które mogłoby dać gotówkę i spotkania z dziewczyną.
No dobrze: może na to ostatnie brakuje czasu, bo bohater pragnie dopaść Deathwatcha za wszelką cenę. Każda wzmianka o złoczyńcy i potencjalny trop są na wagę złota. Kiedy ta kwestia zostanie w końcu rozwiązana, to chłopak skupi się nieco bardziej na życiu prywatnym. Niestety jego przeciwnik dysponuje sporymi środkami i nie będzie łatwy do złapania, zwłaszcza że wie, iż heros depta mu po piętach. Coraz bardziej sfrustrowany brakiem postępów Danny na szczęście może poprosić o wsparcie starszego kolegi. Może Johnny będzie miał jakiś pomysł, jak dopaść przeciwnika?
A to dopiero początek kłopotów
Ghost Rider ze swoją demoniczną naturą może pozwolić sobie na „paranormalnych” przeciwników z piekła rodem. Tym razem pada na Lilith: matkę wszystkich potworów. Kobieta szuka swoich rozsianych po świecie dzieci, aby te pomogły jej odzyskać dawną potęgę. Dla ludzkości oznacza to nieprzyjemny i bolesny koniec. Przeciwniczka jest tak potężna, że Ghost Rider nie dałby jej rady w pojedynkę i potrzebuje drużyny. Nie jest to jednak postać szukająca przyjaciół, ale na szczęście zza kulis działa ktoś, kto delikatnie wpływa na bohaterów. Dziewiątka śmiałków po prostu musi zapobiec apokalipsie i trzeba ich ze sobą jakoś połączyć.
Jeżeli w poprzednim tomie fabuła traktowała po macoszemu życie osobiste Danny’ego, to w tym scenarzyści zadbali o to, aby go wcale nie było. Jednym zabiegiem fabularnym wykluczyli ludzkie alter ego herosa z większości tomu. Pewnie by mi się to nie spodobało, gdybym miała czas się na tym skupić. Akcja mknie to przodu, jak szalona i od jednej niebezpiecznej walki przechodzimy do kolejnej. Znowu mamy dużo gościnnych występów innych bohaterów Marvela i najlepiej wypadają ci brutalni i mroczni. Morbius czy Blade idealnie pasują do historii z Ghost Riderem w roli głównej. Spider-Man na ich tle wygląda, jak zagubione dziecko odstające od płomieni motocyklisty i pistoletu Johnny’ego.
Świt synów nocy to świetna rozrywka, zwłaszcza jeśli z nostalgią patrzycie na końcówkę XX wieku w komiksach. Ghost Rider jest groźny, brutalny i nie do powstrzymania przez żadną nadprzyrodzoną siłę. Kiedy mężczyzna złapie trop, to nie da się go zgubić i kwestią czasu jest, kiedy ofiara wpadnie mu w ręce. Bawiłam się bardzo dobrze i polecam ten album!
Ghost Rider – Duchy zemsty. Świt synów nocy
Scenarzysta: Howard Mackie, Len Kaminski, Christian Cooper, D.G. Chichester
Ilustrator: Andy Kubert, Adam Kubert, Ron Wagner, Richard Case, Ron Garney, Alex Saviuk, Klaus Janson, Mark Texeira
Liczba stron: 560
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy
Cena okładkowa: 269 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

