Czwarty tom Departamentu Prawdy zakończył się w sposób bardzo intrygujący. Czy faktycznie agencja chce podzielić się ze światem swoimi skrywanymi głęboko sekretami? Taka bomba mogłaby zmienić rzeczywistość w sposób dziki i nieprzewidywalny. Byłam bardzo ciekawa, jak dalej zostanie pociągnięta historia. Byłam przekonana, że „Dzikie Fikcje” będą kontynuacją serii, ale byłam w błędzie. Czym więc są?
Większość albumu to akta dla agentów Departamentu Prawdy, którzy pracują w terenie. Muszą znać fikcje, z którymi mają się zmierzyć. Tło historyczne, kulturowe i oczywiście opis zjawisk są niezbędne dla walczących o „normalność” ludzi. Spis podzielono na trzy części: od tych nieszkodliwych zjaw i zjawisk, po te najbardziej niebezpieczne. Są nawet pewne stworzenia, które pomagają ludziom: warto mieć je na oku, ale byłoby marnotrawstwem zasobów Departamentu, aby z nimi walczyć. Jeżeli kiedyś postanowicie dołączyć do organizacji pilnującej naszej nudnej rzeczywistości, to na pewno tom wam się przyda. No i jeśli lubicie poznać źródła legend i mitów o Białej Damie, czy Wielkiej Stopie.
Ale co to wnosi do serii?
Z mojej perspektywy? Nic. Przez większość tomu zastanawiałam się, czy ten album można w ogóle nazwać komiksem. Na końcu jednak pojawiły się kadry i dymki, ale porozmawiamy o nich za chwilę. Sama część „raport” to po prostu długie opisy tradycji, mitów i miejskich legend. Brnięcie przez ściany tekstu było dla mnie wyzwaniem. Nie jest to tematyka, która mnie interesuje i sama nigdy nie szukałabym takich informacji na własną rękę. Jesteśmy już na czwartym albumie serii i nigdy bardziej dogłębna wiedza nie była potrzebna. Każdy z nas słyszał o szalonych teoriach płaskoziemców, czy ludzi twierdzących, że zostali porwani przez kosmitów. Podstawowe informacje o otaczającym nas świecie były wystarczające dla fabuły.
Przejdźmy teraz do komiksu, bo to zasługuje na osoby akapit. W segmencie tym Cole wybiera się na swoje pierwsze polowanie: na Wielką Stopę. Dowiedział się wtedy sporo o fikcjach i na własnej skórze przekonał się, jak działa ich bliskość na człowieka. Powiecie: ale to już było? Tak – w albumie przedrukowano dwa zeszyty z drugiego tomu. Jedyna część komiksowa w tym komiksie była już przeze mnie przeczytana jakieś 2 lata temu.
Dzikie Fikcje bardzo mnie wymęczyły. Nie czułam, że w sposób znaczący ubogacają świat i wolałabym czytać kontynuację głównej serii. Może to być potencjalnie ciekawe dla kogoś, kogo interesują teorie spiskowe i chciałaby poznać ich szerszy kontekst. Ale z drugiej strony: osoby pasjonujące się tematem, zapewne mają dużo większą wiedzę już zgromadzoną. Nie mogę z pełną stanowczością powiedzieć, że album nie przyda się w głównej historii, dopóki nie przeczytam tomu piątego. Wątpię jednak, żebym miała problemy z jego zrozumieniem, gdybym nie zapoznała się z tym albumem. Można go sobie podarować.
Departament Prawdy – Dzikie Fikcje
Scenariusz: James Tynion IV
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Liczba stron: 224
Format: 170 × 260 mm
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 89,90 zł
Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)

