Batman Miasto Szaleństwa

Zawsze chętnie sprawdzę komiks o Batmanie z plakietką Black Label. Ileż można siedzieć w głównym uniwersum, kiedy to właśnie te alternatywną są dużo ciekawsze? Autora nie wiąże w nich jakiś ustany status quo i może sobie pozwolić na nieco szaleństwa. I właśnie o tym jest ten komiks: o szalonym mieście, które jest nam znane, a jednocześnie zupełnie nowe i inne.

Batman Miasto Szaleństwa okładkaZłoczyńcy walczący z Batmanem zawsze mieli problemy z szeroko rozumianym zdrowiem psychicznym.  To właśnie dlatego wciąż lądują w Arkham na leczeniu, zamiast trafić na krzesło elektryczne w „normalnym” więzieniu. Grupa przebierańców z problemami zaczyna mieć… większe problemy (o ile możecie to sobie wyobrazić). Ich poziom szaleństwa zaczyna wybijać poza normę przyjętą dla tak wykolejonych jednostek, co oczywiście przykuwa uwagę Batmana. Coś lub ktoś wywołał mocną reakcję, a w promieniu rażenia przestępców stoją niewinni mieszkańcy Gotham.

Nieoczekiwany sojusznik

Miasto schodzi na psy, ale jest organizacja, która ma pojęcie, co się dzieje. Trybunał Sów ma w swoim arsenale wiele niebezpiecznych sekretów, ale jeden zaczyna wydostawać się na powierzchnię. Sowy nie mogą poradzić sobie same i proszą o wsparcie dawnego przeciwnika. Mroczny Rycerz chcący położyć kres szaleństwu wylewającemu się na ulicę nie ma za bardzo wyboru. Bohater musi uwierzyć wątpliwym sojusznikom i pomóc im w opanowaniu sytuacji. I tak właśnie poznajemy zupełnie nowe oblicze miasta, a raczej: zupełnie nową metropolię.

Historia skręca w obszary starej magii i rytuałów, których osobiście nie jestem fanką. Muszę jednak docenić zgrabne wplecenie w fabułę losów Arkhama, które znamy z kultowego Azylu Arkham Granta Morrisona.  Nie spodziewałam się takiej wstawki, ale dobrze pasuje do onirycznego klimatu całości. Komiks dodaje nowy, krótki rozdział do historii sponiewieranego przez życie lekarza psychiatrii.

Rysunki Warda są najmocniejszym elementem całego komiksu. Artysta starał się oddać nie tylko postaci, ale także ich stan psychiczny. Bardzo ciekawie wygląda Dwie Twarze, który ma dorysowane kredką oko i uśmiech po „złej” części twarzy. Do tego kolory, od których aż kipi: często są ciepłe (a nawet pstrokate), ale pogłębiają poczucie dziwności. Gotham nie jest czarne i zimne, ono pulsuje szaleńczą feerią barw.

Batman Miasto Szaleństwa przykładowa strona

Batman Miasto Szaleństwa zostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Rysunki, klimat i nawiązania zdecydowanie wyróżniają tę historię. Nie lubię, kiedy fabuła tłumaczy paranormalnymi zjawiskami to, co czytam. Zawsze mam wtedy wrażenie, że scenarzysta idzie na łatwiznę i zwyczajnie wolę opowieść z jakąś zagadką. Jeżeli Wam to jednak nie przeszkadza, to możecie dać szansę tej pozycji. Jest ona ładnie zamknięta, więc nie wchodzicie w kilkutomową serię!

Batman Miasto Szaleństwa

Scenarzysta: Christian Ward
Ilustrator: Christian Ward
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Format: 225×285 mm
Liczba stron: 176
Oprawa: Twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł

Recenzowała: Małgorzata Chudziak (Blue Bird)