Puls

Brian Bendis powraca w drugiej serii poświęconej Jessice Jones. Czy udało mu się ponowić sukces Alias? A może seria pozbawiona znaczka „MAX” sugerującego opowieść dla dojrzałego czytelnika straciła swój urok?

Puls okładkaJessica Jones znowu jest w tarapatach. Kobieta spodziewa się potomka, więc pilnie potrzebuje pracy i co ważniejsze: ubezpieczenia. Dodatkowo nie jest jasne, czy poród obejdzie się bez komplikacji – trudno przewidzieć, jakimi mocami może być obdarzone dziecko dwójki superbohaterów. Podczas poszukiwania zajęcia dziewczyna trafia do Daily Bugle, w którym już kiedyś  „pracowała” (zainteresowanych odsyłam do drugiego tomu Alias). Tym razem jednak J. J. Jameson odrobinę zmieni swój stosunek do superbohaterów… przynajmniej oficjalnie. Żeby zwiększyć sprzedaż gazety, postanowi stworzyć specjalny dodatek poświęcony herosom. Liczy, że powiązania Jessiki ze światem masek i peleryn zapewnią ciekawe i autentyczne materiały. Prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy, jak niebezpieczne tematy wkrótce wylądują na jego biurku.

Pierwsza sprawa dotyczyć będzie Normana Osborna, a co za tym idzie, komiks zaliczy gościnny występ Spider-Mana. Jedna z najciekawszych scen w albumie rozegra się pomiędzy Pajączkiem a jego redakcyjnym kolegą, który już dawno rozgryzł tajną tożsamość herosa. Dodatkową gratką jest wspomnienie wydarzeń, jakie Bendis zawarł w innej kultowej serii, czyli Daredevilu. I chociaż sposób rozprawienia się z Green Goblinem uważam za dość banalny, to jednak satysfakcjonujący. Kolejna część komiksu jest wyraźnie słabsza, bo niestety nawiązuje do Tajnych Wojen. Nie czytałam tego wydarzenia, więc momentami byłam zagubiona niczym główna bohaterka starająca się odnaleźć swojego ukochanego, który zniknął ze szpitala. Z drugiej jednak strony lepiej zrozumiałam dzięki temu jej perspektywę – obie nie wiedziałyśmy, w co uwikłał bohaterów Nick Fury. Na finał Bendis zostawił narodziny córeczki Jessiki i Luke’a, a więc chwile piękne, ale także dramatyczne. Bo jak tu na szybko znaleźć kogoś kompetentnego do przyjęcia porodu superbohaterki?

Patrząc na okładkę (a zwłaszcza niepokojąca twarz Wolverine’a na jej tyle), trochę obawiałam się o poziom warstwy graficznej. Uspokajam: nie jest tak źle, jak wskazywałaby na to mina Logana. Za rysunki odpowiada kilku rysowników. Na szczęście są wśród nich Michael Lark i Michael Gaydos. Ten drugi mający już wprawę w ilustrowaniu przygód Jones daje nam to samo, do czego zdążyliśmy przywyknąć w poprzedniej jej serii. Kwadratowe, kanciaste twarze skrywane częściowo w mroku to jego znak rozpoznawczy. Najsłabiej spośród rysujących wypada Mark Bagley. Jego prace pasowałyby do losowej opowieści superbohaterskiej, ale niekoniecznie do historii skupiającej się bardziej na ludziach niż pelerynach.

Puls przykładowe strony

Czy Puls jest równie dobry, jak Alias? Nie. Jednak należy przyznać, że nadal jest kawałem solidnego komiksu. Zaskoczył mnie kilkoma zwrotami akcji, a przede wszystkim postacią naczelnego Daily Bugle. J.J. Jameson często przedstawiany jest jako zatwardziały wróg Spider-Mana, który za wszelką cenę ukaże go w złym świetle. W Pulsie miałam wrażenie, że nie jest to postać jednoznacznie negatywna, ale często zmuszana przez okoliczności, do publikowania takich, a nie innych informacji. Zdradzić sekret, którego ujawnienie może wywołać zamieszki na ulicach, a nawet wojnę? A może lepiej opisać, jak walka ze Spider-Manem nie pozwoliła dojechać na czas do pracy uczciwym mieszkańcom Nowego Jorku? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Docenić muszę także wydanie komiksu w jednym tomie, a nie rozbijanie go na trzy mniejsze. Wszystko to sprawia, że polecam album fanom Jessiki i trochę innego spojrzenia na motywy superbohaterskie.

Puls

Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Mark Bagley, Brent Anderson, Michael Lark, Michael Gaydos, Olivier Coipel
Tłumaczenie: Marek Starosta, Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Mucha Comics
Liczba stron: 360
Format: 168×257 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
ISBN 978-83-65938-11-4
Wydanie pierwsze
Cena okładkowa: 119,00 zł
Premiera: 26 kwietnia 2017

Recenzowała: M. Chudziak (Blue Bird)